Wśród nas żyje już coraz mniej osób, które przeżyło II Wojnę Światową… Część z Nich nie pamięta tego okresu… Część nie chce pamiętać…A niektórzy po prostu nie chcą o tym mówić, gdyż wspomnienia te są bardzo bolesne i mimo upływu czasu, ciągle żywe… Udało nam się jednak odnaleźć osobę, która zgodziła się opowiedzieć nam, jak wyglądało Jej życie, gdy była sześcioletnią dziewczynką.
- 1. Dzień dobry! Jak się Pani nazywa?
Dzień dobry! Nazywam się Wiktoria Anna Waszczak, z domu Rosińska.
- 2. Kiedy i gdzie się Pani urodziła?
Urodziłam się 17 listopada 1933 roku w swoim rodzinnym domu w Nowej Wsi.
- 3. Ile miała Pani lat jak rozpoczęła się II wojna światowa?
Byłam mała, miałam zaledwie 6 lat, ale mimo tego pamiętam, co się wtedy działo. Takich chwil niestety się nie zapomina.
- 4. Jak dowiedziała się Pani o początku wojny?
Słyszałam jak kule leciały i żołnierze strzelali.
- 5. Jak zareagowała Pani na tę wiadomość?
Byłam przerażona. Matka kazała wybiec mi na drogę i patrzeć, czy samoloty nadlatują, a sama razem z ojcem w pośpiechu piekli chleb i pakowali go w worki.
- 6. Jak wyglądało Pani życie i życie Pani rodziny podczas II wojny światowej?
Było bardzo ciężko. Żyliśmy w strachu, biedzie i niedostatku. Kiedy samoloty latały i strzelali, siedzieliśmy w lesie w tzw. „ziemiankach”, czyli schronach, którymi były wykopane doły, przykryte drzewem i słomą. W domu, u moich sąsiadów, jedna bomba przeleciała przez korytarz, ale dzięki Bogu nikomu nic się nie stało. Gdy robiło się na dworze cicho i nie było widać samolotów, biegliśmy do domu gotować, a później z powrotem wracaliśmy do naszych „nowych domów”. W jednym schronie przebywało ok.20 osób.
Niemcy byli bardzo okrutni. Zabierali ludziom krowy, konie i świnie. Chodzili na nasze pola, wykopywali i zabierali ziemniaki. Trzeba było im pomagać w ich obieraniu, ja również musiałam. Latem, ok.1945 roku okopy, czyli te nasze schrony, wykopywane były nie w lasach, ale na polach. W brzózkach stały poukrywane niemieckie armaty i kiedy nadlatywały rosyjskie samoloty, strzelano do nich z armat.
Na moim podwórku Niemcy mieli kuźnię i kuli konie. Moja mamusia strasznie bała się, że podpalą dom. Płacząc, błagałam żeby tego nie robili, ale oni jej nie słuchali. Od Niemców nauczyłam się liczyć (oczywiście po niemiecku), gdyż oni przy mnie liczyli swoje konie.
- 7. Czy Pani rodzina była nachodzona i prześladowana przez Niemców lub ZSRR?
Poza niemiecką kuźnią znajdującą się na naszym podwórku Bogu dzięki nie.
- 8. Jakie były stosunki między Pani rodziną a sąsiadami? Pomagaliście i wspieraliście się nawzajem?
Wspólnie siedzieliśmy w okopach i pomagaliśmy sobie wzajemnie. Troszczyliśmy się jedni o drugich jak tylko mogliśmy.
- 9. Czy ktoś z Pani rodziny przebywał w obozie koncentracyjnym?
Nie, ale mój sąsiad Pan Bubrowiecki tak.
- 10. Wrócił stamtąd?
Tak, wrócił. Po powrocie był bardzo słaby i za jakiś czas zmarł.
- 11. W jakim stanie psychicznym był po powrocie?
Bardzo złym, zamknął się w sobie. Nikomu nie chciał powiedzieć, co tam się wydarzyło i co widział. Pamiętam, że był brunetem, a kiedy stamtąd wrócił osiwiał.
- 12. Gdzie mieszkała Pani podczas II wojny światowej?
W Nowej Wsi[i], w moim obecnym domu, a w czasie nalotów samolotów w okopach pod stawami.
- 13. Większość wspomnień z okresu II wojny światowej jest na pewno dla Pani bardzo bolesne, ale czy jest coś z tamtego okresu, co wspomina Pani miło?
Na pewno to, że przeżyłam i że moja rodzina mogła liczyć na pomoc sąsiadów, ale oprócz tego, jest jeszcze coś, co wspominam miło. Kiedy leciały kule z samolotów i żołnierze biegli krzycząc: „Ura! Na białą broń!” moja sąsiadka Stanisława Jechna wyjrzała ze schronu i zobaczyła, że biegnie jej syn Edward. Był tak bardzo przestraszony, że nie wiedział, gdzie ma uciec. Pani Stanisława zawołała go. Gdy Edward wpadł do okopu, ona przykryła go poduszką. Na szczęście żołnierze tego nie zauważyli. W przeciwnym razie wszystkich nas by pozabijali.
- 14. Jak wyglądała edukacja podczas II wojny światowej?
Dzieci uczyły się po kryjomu. Nauczania odbywały się w domach na wsi, każda lekcja w innym, żeby Niemcy tego nie odkryli.
- 15. Czy można było chodzić do Kościoła?
Tak, można było. Razem z moją rodziną chodziliśmy pieszo do Poręby albo do Kaplicy w Białymbłocie Kobyla[ii], gdzie później znajdowała się remiza. Obecnie budynek ten został rozebrany.
- 16. Z czego utrzymywała się Pani rodzina?
Na polach sadziło się ziemniaki i siało się żyto. Ścinało się je sierpem, młóciło cepami, suszyło na kuchni, mełło i pięło chleb. Hodowaliśmy krowy, konie i świnie, które także ukrywaliśmy w okopach.
- 17. Jakim językiem się Pani posługiwała?
Mówiłam po polsku, gdyż nie znałam niemieckiego.
- 18. Jak dowiedziała się Pani o końcu wojny?
Przyszli do nas rosyjscy żołnierze i oznajmili, że jesteśmy wolni.
- 19. Jak zareagowała Pani na tę wiadomość?
Byłam bardzo szczęśliwa, ze przeżyłam. Z początku nie mogłam uwierzyć, że to nareszcie koniec. Radość moja, mojej rodziny i sąsiadów na tę wiadomość jest po prostu nie do opisania. Tym bardziej, ze nasza wieś była zaznaczona na wybicie, ale Bogu dzięki niemcy nie zdążyli tego zrobić, gdyż wojna zakończyła się.
- 20. Czy ma może Pani jakieś pamiątki z okresu II wojny światowej?
Niestety, ale nie.
Bardzo serdecznie dziękujemy za to, ze mimo tych bolesnych wspomnień, zgodziła się Pani na rozmowę z nami. Było nam bardzo miło.
Ja również bardzo dziękuję i cieszę się, ze mogłam pomóc.
Rozmówcy:
Justyna Łazarecka
Leszek Skwarski
Kamil Linka
Mateusz Wróbel
Kl. IV TI
1. Wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie wyszkowskim, w gminie Brańszczyk. Na dzień 31 grudnia 2010 roku sołectwo liczyło 374 mieszkańców zameldowanych na pobyt stały.
2. Wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie wyszkowskim, w gminie Brańszczyk. Na dzień 31 grudnia 2010 roku sołectwo liczyło 411 mieszkańców zameldowanych na pobyt stały.
[Nie odnaleziono galerii]




Luty 27th, 2012
awrobel





